Hen Ichaer

Artykuł Gościnny: Event świąteczny okiem poety

W październiku po raz pierwszy mieliśmy zaszczyt gościć w naszych skromnych progach puszatego w roli guest-writera, który podzielił się swoimi odczuciami w stosunku do wersji GWINTa na iOS oraz iPadOS.
Jakiś czas później pojawiły się teksty Ce54Rego, który w swoim stylu podjął się zrecenzowania wszystkich dostępnych w grze skórek dowódców.

Dzisiaj przedstawiamy już ostatnią publikację z serii artykułów gościnnych, która się pojawi na łamach naszego serwisu – Recenzję eventu świątecznego od MrCloudancera!

Zapraszam do lektury!

~ Kurikara

Szczera i surowa opinia na temat eventu świątecznego w Gwincie okiem poety

Zasmucony jestem tą niesprawiedliwością
Zasmucony być może też każdy gracz nowy
Bo co dla nas, wiarusów, jest już codziennością
U świeższych powoduje rwanie włosów z głowy

Daleki jestem od krytykowania bezpodstawnego. Od plucia żółcią, z którego nie wynika nic ponad kwas i jątrzące się rany. Ba, często nawet bronię rozwiązań niekorzystnych dla użytkownika, jeżeli stoi za nim jakaś pokrętna logika czy interes firmy. Jednak bałwani event to coś, co zostawiło mi w ustach posmak swoistego Sex on a beach, jednak jego składniki to jad bazyliszka, mantykory, łzy sierot i kamienie nerkowe starców. A największymi bałwanami okazali się gracze.

Chwilę po rozpoczęciu świątecznej Wojnie Fr… przepraszam, eventu Yule, pojawiła się w grze mała paczuszka nowości. Każdy z graczy dostał tytuł Zimowego Wędrowca… (no i dupa, bo nie, bo błąd, bo część nie dostała, bo nie wiadomo dlaczego, bo pracujemy, bo będzie) …oraz zimową wersję planszy roku pastowanego kabana z naszym creme de la creme (albo De la Tour, ale do tego jeszcze wrócę), czyli bałwanem. Bałwanem, który w żaden sposób nie przypomina miłego Olafa z bajki Disney’a, a raczej krwiożerczego, morderczego bałwana z powieści Jø Nesbo. Takiego, który w graczach Gwinta obudził najmroczniejsze demony i najniższe instynkty.

Weź udział w evencie – mówili – wspaniałe bibeloty z paczkach, mówili. Niestety okazało się, że drop-rate wspomnianych prezentów jest ekstremalnie niski, a szansa na zdobycie wartościowego prezentu jeszcze niższa. Jest o co grać, jasne, do zdobycia trzy portrety, dwie ramki, jeden tytuł, dwa rewersy. Niestety niektórzy gracze nie dostali wspomnianych rewersów nawet po rozegraniu 600 (słownie: sześciuset) gier, podczas gry inni dostawali je z pierwszej paczuszki. RNG w prezentach? Zabieg starszy niż węgiel, ale do czego to prowadzi? Bardzo często można trafić na graczy posługujących się wspomnianymi rewersami z prostej przyczyny. Wiele osób zaczęło wchodzić do gry, klikać bałwana, i z niej wychodzić, przez co uczciwie grający nie są w stanie nawet ukończyć mulligana. A bałwana na ekranie gorzkiego zwycięstwa wyklikać się nie da.

Niektórzy zaczęli się doszukiwać mistycznych sposobów jak nieotwieranie prezentów do uzbierania ich odpowiedniej ilości (siedmiu albo dziewięciu) by wiedzieć, czego się spodziewać.

Ależ poeto, tyś się znowu wina opił, toć wiadomo co można zdobyć. Bibelkotki.

Tak. Bibelotki, takie jak ten wspaniały rewers…

…oraz inne wesołe fanty…

…którymi na sam koniec można się nacieszyć. I to nacieszenie się było przyczynkiem do powstania wielu radosnych memów.

A prawda jest taka, że większość moich znajomych biorących w evencie udział najbardziej by się nacieszyła, jakby Sklep po otwarciu świątecznej paczki zawierającej 15 sztuk złota się przewrócił i sobie głupi ryj rozwalił.

Czy chcę wspominać o przerwie technicznej, która pozbawiła nas w Sylwestra i Nowy Rok bałwanków? Nie. REDzi mieli wolne od pracy, a my trochę świętego spokoju.

W ostatecznym rozrachunku najlepiej na tym wszystkim wyszli ci, co mieli wywalone na event – bo albo nie mieli żadnych oczekiwań i otrzymali niespodziankę – oraz ci, którzy od razu poddawali grę, bo konsekwencji nie było żadnych, doświadczenie do nabijania kolejnych prestiżów się nabijało, a i somsiadowi podłożyli się świnię bo ani zwycięstwa do daily questów w ten sposób nie były zaliczane, ani bałwanka wyklikać somsiad nie mógł. Jedynym sposobem  na farmienie nie psując zabawy innym (co jest kwestią dość kontrowersyjną) było odebranie sobie Rozumu i Godności Człowieka, złożenie decku na wspomnianym na początku Damienie De la Tour, wejście nim na sezonówkę z odpowiednią umiejętnością Nilfgaardu i czekanie, aż przeciwnicy sami będą się poddawać…. lub granie 30-minutowych mirrorów. Zazwyczaj było poddawanie i to też w tak zatrważającym tempie, że gracz NG powinien odpuścić mulligan żeby dać bałwanków prztyczka w nos.

Event miał potencjał, jednak kilka rozwiązań było bardzo nieprzemyślanych. Czy wiem, jak należałoby je zrobić? Być może. Jednak quod homines, tot sententiae. Nie jestem miliardową firmą z giełdy, a biednym poetą zastanawiającym się, skąd wziąć pieniądze na linkę od hamulca ręcznego w mojej Fabii.

A gdyby w paczkach były tylko bibeloty?
A gdyby gracze grali miast poddawać się – niecnoty?
A gdyby częściej fanty wypadały? Hura!
A babcia by została wójtem gdyby miała siura.

Te zaś słowa dopisuję 17 stycznia i można mi je wyryć na nagrobku:

Epitafium moim niech będzie jedno zdanie
Przez gier dwa tysiące się starałem niesłychanie
Lecz rewersu białego nie zdobyłem, to szok
Liczę że bałwan wróci i da szansę za rok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *