Hen Ichaer

Crème de la crème e-sportowej sceny GWINTA – Omówienie talii oraz ćwierćfinałów GWENT Masters 2

Cóż to był za turniej! Po raz kolejny tryumfuje Pajabol – zwycięzca ostatniego Opena; po wyrównanej i emocjonującej serii z wygą, e-sportowym weteranem, Kolemoenem młody Polak znów pokazuje ogromną klasę oraz opanowanie w samej końcówce, wygrywając finałową serię 3:2.

Słowem wstępu. Tym razem jestem zmuszony nieco zmodyfikować formułę, gdyż właśnie pojawił się nowy dodatek Wiedźmini, więc szczegółowe omawianie każdej talii oraz poszczególnych wyborów w deckbuilderze mija się z celem w obliczu kompletnie nowej mety. Wielu zawodników pozostało przy swoich taliach z czwartego Opena; odsyłam zatem chętnych i spragnionych playgwentowych kodów do wcześniejszego artykułu, zapraszając do dalszej lektury i wspólnego wspinania się po turniejowej drabince.

Ćwierćfinały

Pierwszą parą ćwierćfinałową był jeden z wielu polsko-niemieckich pojedynków w tym turnieju Kams vs. Gravesh.

Zawodnik TLG poza standardowymi wariantami kontrolnego Precyzyjnego Uderzenia z Schirru, Ściany Tarcz i wojowników Skellige zdecydował się na wyjątkową wersję Skorupy ze świeżo zaprezentowanym Alzurem. Potężny mag świetnie łączy się z Onejromancją i innymi zaklęciami, które, tak czy siak, są grane w talii, by zapewnić dodatkową ochronę Ciri czy Keltullis oraz by grać jak najmniej jednostek, paląc smoczą matką kolejnych wrogów na polu bitwy.

Polski zawodnik, notabene również reprezentujący TLG, wybrał bardziej kontrolny wariant Nordlingów, decydując się na Mobilizację wspartą przez legiony Kaedweńskich Upiorów. Rzucającym się w oczy, swoistym fenomenem, jest wybór Zniewolenia, czyli wielki powrót Nilfgaardu do e-sportowych łask, który okazał się być strzałem w dziesiątkę, gwarantującym innemu Polakowi tak doskonały wynik, ale o tym jeszcze później.

W serii zbanowana została Mobilizacja oraz Precyzyjne Uderzenie. Natomiast tym, czym czat żył najbardziej podczas pojedynków był Flake brzmiący jak robot, który jednocześnie bawiąc się świetnie, bardzo denerwował swym kosmicznym, przesterowanym komentarzem. Co do karcianych zmagań samych zawodników – Ściana Tarcz okazała się być dosyć słabym turniejowym pickiem, który w mecie o tak mocno kontrolnym charakterze ma bardzo duży problem utrzymać swoje silniki na stole. Carapaccio, czyli keltullisowy mirror to była prawdziwa “clown fiesta”. Alzur po zagraniu Onejromancji utworzył dodatkową Keltullis, która została przeniesiona do rzędu bliskiego starcia przez Kamsa, utrudniając Graveshowi drugorundowy bleed. Ostatecznie w decydującej rozgrywce siła goldów KP konsekwentnie pojedynkujących duże jednostki Kamsa, pomogła przechylić Niemcowi szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Tail-what?

Finał w ćwierćfinale. Wojna polsko-polska. Czy może uczeń kontra mistrz? Pojedynek Tailbota z Pajabolem na pewno miałby komercyjny potencjał, zanim jednak przejdę do krótkiego spojrzenia na talie obu graczy, kilka słów o sobie z nutką cringu i twitchowego sznytu prosto od zwycięzcy:

My name is Pajabol and I’m a polish player for TLG. I happen to be a GWENT Open #4 winner too. I would say that despite my streams being a bit KEKW sometimes, and my plays being a bit Pepega, I’m overall pretty Pog. ~Paja

Tailgod przygotował bardzo solidny lineup ze Skorupą i Ścianą Tarcz, dorzucając do tego Zgromadzenie, które w porównaniu z #4 Openem cieszy się o wiele mniejszą popularnością. Najciekawszym wyborem, którego niestety nie zobaczyliśmy w akcji, jest Dar natury, opierający się na trzeciej formie Eithné oraz wyłącznie kartach Scoia’tael, gwarantując lojalność. Symbiotyczne silniki, w połączeniu z kartami natury, tworzą obraz prawdziwej proaktywnej bestii, która demoluje przeciwników po wylosowaniu czerwonej monety.

Będąc lekko stronniczym już na etapie omawiania talii widać, jak świetnie przygotowanym do tego turnieju był Paja. Pozostał przy Mobilizacji oraz Precyzyjnym Uderzeniu z poprzedniego Opena (które w gruncie rzeczy dały mu zwycięstwo), wymieniając Tajny Skład na bogatszą w kontrolę i removal Krwawą Forsę, jednak pozostając dalej przy Azarze i Passilforze jako głównym win condition. Wisienką na torcie jest już wcześniej wspomniane Zniewolenie, który okazało się być niemal meta-breakerem, gdyż nikt nie spodziewał się wielkiego powrotu Czarnych na e-sportowe salony jeszcze w tym dodatku. Lineup stricte heavy-kontrolny; w rękach tak wyśmienitego gracza doskonałe narzędzie do kontrolowania przebiegu gry i w konsekwencji zdominowania konkurencji.

Dar Natury oraz Zniewolenie były banami graczy; po raz kolejny Ściana Tarcz zawiodła po całej linii, a Moblizacja okazała się być zbyt silna wobec swarmu zakonników, pomimo niemal bezbłędnego pilotażu Tailbota, który chronił jak mógł każdego pojedynczego sługusa wiecznego ognia. Swoisty masterclass Pajabola; konsekwentne prezentowanie dokładnego, kontrolnego przy tym niesamowicie czystego stylu gry, który niemal musi się podobać.

Powrót w wielkim stylu

Wiele osób nie doceniło doświadczenia i umiejętności karcianego wyjadacza – Kolemoena, skazując go na pożarcie Wangidowi już w ćwierćfinale. Niemiec w wielkim stylu zamknął usta sceptykom, jako jedyny sweepujący swoją serię w przekroju całego turnieju.

Wszystkie warianty Niemca są dosyć standardowe – oczywiście poza talią Niebieskich Pasów – która przypomina próbę skontrowania mety przez Magpie’a z zeszłego Opena. Temerski wariant Królestw Północy okazał się być strzałem w dziesiątkę i łatwymi zwycięstwami, wobec przeciwników niedoceniających potencjału punktowego Drauga, Niebieskich Pasów czy Voymira.

Natomiast u chińskiego zawodnika same wybory wydają się być bardzo pewnymi, metowymi rozwiązaniami z odrobiną finezji jeśli chodzi o poszczególne pojedyncze inkluzje. Gremista to bardzo przydatne w turniejowym środowisku oczyszczenie. Cyna w talii zakonników to rzadko spotykany row punish, który może zgubić swarmujących stół przeciwników. Fregata w talii pod upiory to dodatkowy pasywny silnik, który pozwala lepiej kontrolować przebieg pierwszej rundy po wylosowaniu niebieskiej monety.

Seria nieco do jednej bramki. Problematyczne dla Wangida było znalezienie dogodnej okazji do ugrania partii wojownikami Skellige, którzy polegli aż dwukrotnie. Do tego udany drugorundowy push z Passiflorą w drugim meczu przez Kolemoena, doszczętnie zniszczył morale chińskiego gracza, co widać było w trzeciej odsłonie serii. Czapki z głów, pełna kontrola i dominacja sygnowana niemieckim znakiem jakości.

Upadek tytana

Chyba nikt nie spodziewał się, że aż dwóch faworytów, którzy mieli spotkać się w finale, polegnie już na etapie pierwszych turniejowych starć. Kolejnym wielkim pretendentem po Tailbocie był Demarcation, który po lekkim zawodzie na ostatnim Openie, miał ostatecznie ugruntować i w pełni wyartykułować tegoroczną dominację na e-sportowej scenie GWINTA.

Można śmiało powiedzieć, że TLG w finale sezonu zaprezentowali się znakomicie. Saber97 okazał się być autorem tej małej niespodzianki, aczkolwiek jest to świetny gracz, który wielokrotnie udowadniał już swoje nieprzeciętne umiejętności, stąd głupotą było przekreślanie go ze względu na mniejsze turniejowe doświadczenie już na samym starcie. Co do samych talii można smiało rzec nihil novi, gdyż to już naprawdę klasyka gatunku w obecnym patchu oraz turniejowym środowisku.

Nikt nie spodziewał się, że w finale drugiego sezonu zobaczymy w talii jednego z topowych zawodników Miecz z Tesham Mutna. Mamy w końcu 2020, więc mało co jest już nas w stanie zadziwić, natomiast nie wiem, czy finalnie było to uzasadnione, zważywszy na przegrany mecz ze Ścianą Tarcz, będący idealnym środowiskiem do wydobycia pełnego potencjału zabytkowego ostrza.

Jeśli chodzi o przebieg partii zawodnicy jednomyślnie pozbawili oponenta możliwości gry dawną Eithné, czyli dobrze znanym kontrolnym wariantem SC. Niespodziewanie łatwo poszło to Duńczykowi, oczywiście miał sporo szczęścia, którego niestety zabrakło w półfinale, lecz nie można odmówić mu determinacji i pieczołowitego wykorzystywania niedociągnięć rywala. Znów mirror Skorupy był wybornym taktycznym widowiskiem, a szarżująca Ciri zapewniła w decydującej odsłonie ostatniej partii upragnioną trójkę obok nicku dla Duńczyka.

Tym akcentem kończę pierwszą część podsumowania finału sezonu gwintowych zmagań w jakże ciężkim dla nas roku, zapraszając na część drugą z omówieniem półfinałów oraz finału przyprawionym lekką dozą statystyk, która ukażę się już wkrótce.

Wszystkie grafiki zostały udostępnione z twittera GWENT Masters.

~Piotrasz

PS.
Koniecznie zerknijcie na nasze profile na Facebooku i Twitterze, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście! Ponadto zapraszamy na naszą partnerską grupę na Facebooku oraz kanał na Discordzie – GWINT Polska!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *