Hen Ichaer

Gwintiariusz IV: O ghulach i arabskich koszulach

Garstka z Was, która śledzi moją, delikatnie mówiąc, nieregularną działalność na YouTube, na pewno dobrze kojarzy serię „Gwintiariusz”, w której to przybliżam Wam wszelkie potwory z GWINTA, porównując je do ich odpowiedników zarówno z wiedźminskich gier, jak i pozawiedźminskich mitów i folkloru. Wierzcie lub nie, ale od naprawdę długiego czasu chciałem do serii wrócić. Biorąc pod uwagę jednak, jak wiele czasu poświęcał mi montaż filmów, pragnę przedstawić wam czwartą część Gwintiariusza w formie artykułu. Tych, którzy długo oczekiwali na nową odsłonę, zapraszam gorąco do lektury. =)

————————————————————————————————————-

Żyjemy w ciekawych czasach. Żyjemy również w społeczeństwie. Jednym z filarów społeczeństwa są wzorce, skojarzenia, aksjomaty. Kiedy widzimy, że na niebie jest jasno i  świeci słońce, logiczne jest iż nie spotkamy nikogo chodzącego z parasolem (choć pierwotnie miały one służyć ochronie przed słońcem właśnie). Kiedy wychodzi aktualizacja do GWINTA wiemy też, że będzie zawierała błędy. Kiedy zaś za oknem panuje zaraza, na myśl przychodzi wiele rzeczy. Ot, choćby przeklinający Geralt. Albo to, że World of Warcraft skończył się na Wrath of The Lich King. Co bardziej wrażliwi zaczną myśleć o trupach. Tak się składa, że w uniwersum Wiedźmina trup ściele się gęsto. I choć to nie jest poziom absurdalnej groteski jak w Warhammerze 40k, to jednak natura musiała znaleźć sposób na to, żeby poradzić sobie z trupami upchanymi w rynsztokach, rowach czy pod oknami co bardziej chutliwych nierządnic. I taką rolę pełnią w Wiedźminwersum ghule, dobrze znane wszystkim amatorom mroczniejszych odcieni fantasy.

“Ghule.” – pomyślał Geralt
“O cholera!” – pomyślały ghule

Mając na uwadze ludzi nieobytych z tematem, zacznijmy więc od prostego pytania – czym tak właściwie jest ghul?  Najpowszechniejszym wizerunkiem tegoż stwora jest człowiek, ożywiony przez czarną magię lub klątwę, którą ściągnęły na denata grzechy dokonane za żywota. Charakterystyczną cechą ghuli jest niepohamowany pociąg do mięsa – zwłaszcza ludzkiego, zimnego, najlepiej należącego do jakiegoś nieszczęśnika wąchającego kwiatki od spodu. Krótko rzecz ujmując, ghule to trupojady.  W odróżnieniu jednak od zombie są bynajmniej bezmyślne –natura (a raczej jej odwrotność) obdarzyła je zdolnością do znajdywania najbliższych miejsc pochówków z daleka, pazurami służącymi do rozkopywania grobów i łamania trumien, oraz zębami, między którymi łamią ludzkie kości niczym solone paluszki.

Wizerunek ghuli najlepiej oddaje ten stworzony na potrzeby uniwersum Warcrafta

Wiedzieliście jednak o tym, że w niektórych kręgach ghule to osobna rasa istot? Ot, choćby u takiego Lovecrafta, w Tokyo Ghoulu czy w Castlevanii, były one kiedyś faktycznie ludźmi, jednak żywienie się ludzkim mięsem doprowadziło do ich groteskowej ewolucji w nowy gatunek. Takie ghule to zazwyczaj albo bestialskie stworzenia nocne żyjące pod ziemią, albo inteligentne humanoidy egzystujące w ukryciu pośród ludzi, czasami charakteryzujące się nadludzkimi umiejętnościami. Druga szkoła tworzenia ghuli opiera się na założeniu, iż są one mniej lub bardziej spokrewnione z wampirami. Praktycznie jednak zawsze są to służący wampirów – czy to przez fakt bycia ożywionym ich magią jako swego rodzaju zombie, czy to będąc wynikiem nieudanej przemiany człowieka w wampira. Nieważna metoda, zawsze skutkowała ona przywiązaniem mutanta do swojego wampirzego Pana, vel Pani. Czasami nawet, jak to ma miejsce choćby w uniwersum Wampira: Maskarady, ghule stanowią część wampirzej społeczności, gdzie nierzadko całe rodziny żyją po to, by służyć jednej Pani lub Panu nieumarłych. Jednak w obu obozach ghule łączą dwie rzeczy – tendencje kanibalistyczne oraz nadnaturalne moce.

Od lewej do prawej: Castlevania, Lovecraft, Tokyo Ghoul

Malują się nam zatem dwa obrazy ghula – rozumnego, zdolnego do adaptacji ludożercy, oraz potwora, będącego zgubą cmentarzysk, koszmarem grabarzy i postrachem nekrofilów. Biorąc pod uwagę wspomnianą wyżej wampirzą otoczkę, można by wyjść ze stwierdzeniem, że ghule to część angielskiego folkloru. Dacie jednak wiarę, że to nie na Wyspach, lecz w Arabii mają one swe korzenie? Pierwszą stycznością, jaką kultura zachodnia miała z ghulami, było przetłumaczenie na język francuski „Księgi tysiąca i jednej nocy” przez Antoine Gallanda, w której to wschodnie wyobrażenie tegoż potwora było przedstawione. Innymi słowy – reszta świata poznała ghule dopiero w XVIII wieku, kiedy zaś w kulturze arabskiej rozwijały się spokojnie najwcześniej od wieku VIII.  Choć Galland odpowiedzialny jest za dzisiejszy wizerunek ghuli jako potworów bezczeszczących cmentarzyska i żywiące się zmarłymi (będąc także synonimem dla hien cmentarnych oraz pejoratywnym określeniem dla osób interesujących się makabrą), tak w oryginale stworzenia te były zgoła inne.

#Suchar

Zacznijmy od samej etymologii. W języku arabskim słowo ghūl  oznacza „chwycić, pochwycić”. W slangu, ghulem nazywana jest osoba chciwa lub żarłoczna. W folklorze zaś ghul jest demonicznym stworzeniem, przesiadującym nie tylko na cmentarzach, ale również na innych, niezamieszkanych przestrzeniach.  Co ciekawe, u ghuli istniał podział w nazewnictwie jeśli chodzi o płeć – męscy osobnicy nazywani byli jako ghul, zaś żeńskie jako ghulah. Jedną z bardziej znanych „ghulic” pojawiających się w arabskich przekazach jest Umm Ghulah, zwana również Matką lub Ciotką Ghul, która zwabiała nieszczęśliwych mężczyzn do swojego domu, żeby móc ich potem skonsumować. W większości przypadków  ghule opisywano jako zmiennokształtne, pustynne demony, zazwyczaj przybierające postać hien, które poza zwabianiem wesołych inaczej jednostek polowały na młode dzieci, piły krew, kradły pieniądze czy, zgadliście, wcinały zmarłych. Nie kończyły jednak na tym – po udanym posiłku przybierały one postać ostatniej osoby, jaka wylądowała na ich metaforycznym talerzu. Na deser zaś, prawdziwa bomba – jak się okazuje, ghule istniały również w islamskiej teologi, zarówno jako podgatunek dżinów jak i doprowadzonych do szaleństwa szatanów (diabłów), które wedle przekazu zostały zdeformowane i doprowadzone do szaleństwa przez komety podczas prób dostania się do sfer niebiańskich! Brzmi szalenie, czyż nie?

“Amine znaleziona z ghulem”, z historii o Sidi Nouman z “Księgi tysiąca i jednej nocy”

Wszystko fajnie, tylko w którym obozie tak naprawdę leżą ghule i ich wariacje znane z Wiedźminwersum? Cóż, jeżeli gry Cię jeszcze nie uświadomiły, drogi czytelniku, to w wiedźminskim świecie są to pozbawione rozumu padlinożercy, o aparycji zdeformowanego człowieka w stanie zaawansowanego rozkładu. Chociaż nie, był jeden wyjątek, ale o nim później. Ogólnie rzecz ujmując, są to istoty postkoniunkcyjne – wbrew powszechnej opinii nie są to stworzenia powstałe ze wskrzeszonych tudzież przeklętych zwłok, ale to relikty pochodzące z innego wymiaru. Gustują nie tylko w zmarłych, ale również i w żywych, zwłaszcza na terenach, na których poległo dużo ludzi. Wrażliwe są, tak jak większość potworów, na światło, srebro i ogień. Podobnie jak u nekkerów, u ghuli występuje hierarchia – dzielimy je na zwykłe osobniki, groźniejsze odmiany zwane graveirami oraz na osobników alfa, alghuli. Cechą charakterystyczną graveirów jest znacznie większy rozmiar od swoich krewnych, a także zdolność do zakażenia jadem trupim przy kontakcie fizycznym. Alghule zaś wyróżniają ciemne pręgi na ciele oraz wsuwane kolce na grzbiecie, które ranią każdego, kto ośmieli im się zakłócić posiłek, składający się zazwyczaj z jeszcze ciepłego mięsa ludzkiego. Biorąc pod uwagę ich spryt, alghule są z reguły doskonałymi przewodnikami swoich trupożernych watah. Aczkolwiek, jak wspomniałem wcześniej, zdarzają się wyjątki. W pierwszym Wiedźminie bowiem możemy natrafić na Vetalę, mitycznego graveira, który wedle mieszkańców Wyzimy zamieszkuje miejski temat jako udzielny władca trupojadów. Wieść gminna niesie, że nie tylko mówi po ludzku, zna dobre maniery, ale także praktycznie nie atakuje żywych, chyba że w samoobronie.

“No, ja, nie chwaląc się, wyjątkowy jestem. Moja rodzinka rzeczywiście do rozmownych nie należy, powarkują tylko.”

W odróżnieniu od wielu kart w GWINCIE, ghul i alghul są jednymi z nielicznych, pun intended, reliktów, które przetrwały z czasów bety w praktycznie niezmienionej formie. Zwykłe ghule wcinają wybraną brązową jednostkę z własnego cmentarza i wzmacniają się o jej siłę, podczas gdy alghul (zwany Ozzrellem) może zjeść dowolną jednostkę z cmentarzy któregokolwiek z graczy. Są to karty praktycznie będące fundamentami wszelkich talii opierających się na zagrywaniu dużych jednostek i wzmacnianiu słabszych. Gustują zarówno w Arcygryfach, jak i w Lodowych Gigantach (prawdopodobnie będąc powodem ich wyginięcia).

————————————————————————————————————-

Podoba się Wam taka forma Gwintiariusza? Czy jednak wolelibyście filmy? O jakich potworach chcielibyście usłyszeć następnym razem? W zależności od waszego feedbacku nowy rozdział Gwintiariusza okaże się prędzej lub później. 😉

~ Ce54Ry

2 odpowiedzi do "Gwintiariusz IV: O ghulach i arabskich koszulach"

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *