Hen Ichaer

Historie Wiedźminverse – Harald Chromy #4

Witajcie w serii, w której chciałbym przybliżyć Wam postacie ze świata Wiedźmina, mające istotny wpływ na kształt historii. Początkowo skupimy się na bohaterach znajdujących się na właśnie wprowadzonych do gry kartach ewolucyjnych, wraz z postaciami, które miały bliższy, lub dalszy związek z nimi.

Informacje zostały zaczerpnięte z wielu źródłem, zebrane w całość i na ich podstawie napisałem poniższą historię. Nie są to oficjalne informacje, tylko w większości luźna interpretacja kart, podpisów i zapisów z gier CD Projekt RED oraz wiadomości z polskiej wersji The Witcher RPG.

Akademia Oxenfurcka

“Ten, kto nie ćwiczy karku, prędzej czy później przed kimś go zegnie.”

~ Harald Chromy

Aula zapełniała się powoli. Starszy mężczyzna w uniwersyteckiej todze stojący przy mównicy przyglądał się temu spokojnie. Nigdzie mu się nie śpieszyło, jeszcze parę minut do teoretycznej godziny rozpoczęcia zajęć. Zresztą wiedział, że to ostatni raz, kiedy zacznie o czasie, a nie przed czasem. Bo już w przyszłym tygodniu pierwszoroczni żacy będą walczyć o miejsca w pierwszym rzędzie.
Dzwon zabrzmiał na dziedzińcu ogłaszając rozpoczęcie zajęć.
Wykładowca podszedł do pierwszego rzędu krzeseł i odchrząknął.
Witajcie na Katedrze Historii Uniwersytetu Oxenfurckiego, jestem profesor Brandon, kierownik tej katedry – jego głos był cichy, ale docierał do najdalszych zakątków pomieszczenia – jeżeli kogoś historia nie interesuje, ma ją w głębokim poważaniu, to może nie przychodzić na te zajęcia. I tak, zaliczę je. Jednak proszę o dozę zaufania na ten jeden raz.
Popatrzył się po twarzach, w większości zdziwionych deklaracją zaliczenia zajęć bez uczestnictwa w nich. Uśmiechnął się kącikiem ust. Co roku widzi to samo, i co roku mało kto decyduje się nie chodzić.
My, historycy, studiujemy minione czasy nie po to, aby znęcać się nad kolejnymi pokoleniami żaków, ale by wyciągać z nich odpowiednie wnioski. Niestety jesteśmy skazani na patrzenie, jak ci, którzy jej nie znają popełniają wciąż te same błędy. Dlatego dzisiaj, na pierwszych zajęciach, poruszymy temat wysp Skellige i ich legendarnego wodza z klanu an Craite, Haralda Chromego, który to niemal zniszczył jeden z wrogich klanów.
Odchrząknął raz jeszcze i zaczął mówić.

Profesor Brandon

Jak zapewne nikt z was nie wie, bo żadnemu z was nie chciało się nawet zerknąć na przygotowany przeze mnie skrypt, skelligijczycy mają całkiem inny aparat państwowy niż u nas na Północy, już nie mówiąc o Nilfgaardzie. Kilka wysp, które składają się na Archipelag Skellige zamieszkanych jest przez siedem głównych klanów, z czego każdy z nich specjalizuje się w czymś innym. Są to klany Dimun, Heymaey, Brokvar, Tordarroch, Drummond, Tuirseach i an Craite. Mimo tysiąca i jednej różnicy wszyscy są jednym narodem o niepodważalnych cechach wspólnych takich jak upór, gorącokrwistość i zdolności bitewne.

Żeby była jasność, szanowni adepci historii, tam kobieta czwórki dzieci wzięłaby najbliższą lagę leżącą w obejściu i zatłukła by was bez mrugnięcia okiem. Ta moja mała dygresja ma wyłącznie na celu uzmysłowienie wam, że jest to całkowicie inna kultura niż nasza – chociaż mamy pewne wspólne cechy – ale pod żadnym pozorem nie należy ich oceniać jako barbarzyńców. Historyk ma słuchać faktów i wyciągać wnioski, a nie wchodzić w ksenoboficzne ujadanie szarej masy na zlecenie jednego idioty czy innego władcy.

W każdym razie temat poszczególnych klanów, ich cech szczególnych oraz relacji między klanami i otaczającymi królestwami to temat na inne seminarium – na które, mam nadzieję, będziecie przygotowani. Naszym dzisiejszym wątkiem jest, jak wspomniałem na samym początku, jeden z władców Harald an Craite zwany Chromym, który żył przeszło 300 lat temu.

Jego rodowód nie jest do końca znany. Wyspiarze nie przywiązują do tego wielkiej wagi, o ile ich przodkowie nie wykazali się czymś szczególnym. Dlatego możemy podejrzewać, że był jednym z szeregowych wojaków klanu, gdzie niczym szczególnym się nie wykazał aż do pewnego felernego dnia, gdy wyruszył na południe największej wyspy archipelagu, Ard Skellige, do Jaskini Snów. Cóż to jest, zapytacie. Nikt do końca nie wie, bo mieszkańcy bronią swoich sekretów, nie dopuszczając do nich nikogo z Kontynentu. Mogę się jedynie domyślać, ze strzępków informacji, które uzyskałem, że jest to ciąg jaskiń, w których unoszą się psychodeliczne opary jakiejś substancji. Skelligijczycy wierzą, że to właśnie bogowie, w Jaskini Snów, pokazują przybywającym ich największe strachy, by stali się mężniejsi. Harald po opuszczeniu tego miejsca osiwiał. Podobno zobaczył tam samego siebie i to go niewyobrażalnie przeraziło. A może miał rodzinną tendencję do siwienia? Ech, chciałbym się cofnąć w czasie i na własne oczy przekonać się o niektórych sprawach.

Z podań skelligijskich wiemy, że był przeciętnym wojownikiem jak na ich standardy – przypominam o lejącej was lagą mateczce. Jednak po spotkaniu z niedźwiedziem, z którego wyszedł mocno poturbowany, wszystko się zmieniło. Zwierzę pogruchotało mu kości nogi, które zrosły się krzywo.

Wbrew logice, stał się sprawniejszym zabójcą niż kiedykolwiek wcześniej. Ból, który towarzyszył mu od tamtej pory nieprzerwanie, wyostrzył jego zmysły i pozbawił go strachu – zdawałoby się, że wręcz pragnął śmierci. Jednak cała ta przygoda obudziła w nim coś gorszego. Coś, czego pewnie nawet nie był świadom.

Nienawiść. Niewyobrażalne pokłady chęci niesienia śmierci i potrzeby patrzenia jak przeciwnicy błagają go o litość. Było to coś, czego nawet zaprawieni w boju skelligijczycy nie pojmowali. Walka? Z chęcią! Pokonanie przeciwnika w honorowym pojedynku? Z przyjemnością! Harald miał to za nic. Jego celem było okaleczenie przeciwnika i patrzenie jak wije się u jego stóp, tracąc resztki honoru. Stał się również skłonny do ryzyka. Przestał używać tarczy, wybierając za to kolejną broń, zwykle długi miecz, chociaż zdarzało mu się również używać toporów. Zaczął również nosić charakterystyczny hełm z rogami muflona. Był on strasznie niepraktyczny, ponieważ ważył strasznie dużo jak na ochronę głowy i dawał możliwość wytrącenia go z równowagi przy szarpnięciu za jeden z rogów. Pytany o to, czemu go nosi, odpowiadał zawsze tak samo: Kto nie ćwiczy karku, prędzej czy później przed kimś go zegnie.

Jednak by móc zabijać, musiał mieć mimo wszystko powód, bo nawet wyspiarze nie akceptowali biegania po wyspie i mordowania kogo popadnie. Wybrał więc klan Drummond.

Tarcza klanu Drummond

W tym miejscu pozwolę sobie skierować wasze myśli w nieco innym kierunku, ponieważ najistotniejszym faktem jest powód, dla którego Harald wybrał właśnie ich. Był to jeden z najsilniejszych klanów, więc pokonanie go w pojedynkę nie wchodziło w grę. Zajmował on większą część wyspy Ard Skellig, na której również klan an Craite miał swoją siedzibę. Jedno, albo drugie, a może obie te rzeczy, mogły skusić Haralda do rzucenia się na nich i ku temu większość historyków się skłania. Jednak osobiście myślę, że to były tylko poboczne powody – chęć jak największej rzezi i przejęcia ziem rywalizującego klanu. Prawdziwym celem była zemsta za krzywdy, których doznał. Jakie krzywdy? Słuchajcie uważnie.

Wiele setek lat temu na wyspach Skellige istniała krwiożercza religia, której wyznawcy czcili pradawne bóstwo, Svalbloda. Był to bóg przedstawiany jako pół-człowiek pół-niedźwiedź a jego akolitami byli niemal wyłącznie mężczyźni, którzy byli nazywani berserkerami, vildkaarlami. W nielicznych zapiskach, do których udało mi się dotrzeć, ci mężczyźni potrafili, pod wpływem szału, przeobrazić się w niedźwiedzie. Samą religię Svalbloda omówię przy innej okazji, ale chciałem byście mieli obraz dlaczego nie potrafię wyobrazić sobie innego powodu, który wywołałby tak wielką nienawiść w sercu Haralda, niż okaleczenie go przez jednego z vildkaarlów. A tak się składa, że kolebką tej religii był właśnie klan Drummond. Dwa plus dwa, drodzy studenci.

Jak wspomniałem wcześniej, klan An Craite potrzebował sojuszników, jeśli miał mieć jakiekolwiek szanse w walce przeciwko swoim sąsiadom z południa. Harald, już jako król Skellige, na którego został wybrany po wielu latach od wydarzeń w Jaskini Snów, rozesłał zaufanych ludzi do innych klanów, by znaleźć kogoś by dołączył na masakrę, którą planował. I znalazł, w postaci jarla klanu z sąsiadniej wyspy, Tyrggviego Tuirseach.

Był to wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna o bujnej, czarnej brodzie i równie gęstych, ciemnych włosach. Jego imię pochodziło bezpośrednio od Tyra, założyciela jego rodziny Tuirseach. W osobie Haralda odkrył bratnią duszę, kogoś takiego jak on, kto w bitwie czuł, że żyje i do tego właśnie został stworzony. Zgłosił się do wyprawy na klan Drummond bez wahania, i decyzja ta była najlepszą jaką podjął w swoim życiu. Sojusz, który wtedy zawarł, przetrwał po dziś dzień, tworząc pomiędzy dwoma potężnymi klanami nierozerwalne więzy.

Przygotowania do bitwy trwały krótko. Praktycznie z marszu ruszyli wspólnymi siłami zarówno lądem jak i morzem w kierunku głównej siedziby klanu Drummond, Kaer Muire. Plan wydawał się zmyślny. Chcieli, udając że główny atak idzie od strony lądu, wyciągnąć większość wojsk z twierdzy, a następnie podpłynąć od morza i zdobyć ją z marszu.

Niestety, udało się to tylko częściowo.

Jarl wrogiego klanu, Skjordal, oraz jego lojalna córka, Herkja, dowiedzieli się o planie i zostali, wraz z licznymi wojami, w mieście celem odparcia ataku.

Bitwa była zacięta. Straty po obu stronach były gigantyczne, jednak szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na stronę sojuszu. Herkja widząc, że podlegli jej wojowie tracą siły, postanowiła rzucić się na Haralda licząc, że po jego śmierci armia pójdzie w rozsypkę.

Harald w zaledwie kilku cięciach pozbawił ją głowy.

Widząc to Skjordal rzucił się z okrzykiem na Haralda, chcąc pomścić śmierć jego jedynego dziecka. Niestety był już starszym mężczyzną, który mimo wielkiego przecież doświadczenia, nie mógł się równać z mężczyzną w kwiecie wieku, żyjącym dla przelewu krwi. Wytrzymał niewiele dłużej od swojej córki.

Po śmierci dowódców, klan Drummon poszedł w rozsypkę, a klany Tuirseach i An Craite miały wolną drogę do splądrowania. Mimo wszystko nie pozabijali całej ludności, ponieważ żądza krwi Haralda została ukojona po śmierci jarla.

Jednak nie na długo. Już wkrótce po pamiętnej bitwie wyruszył na łupieżcze wyprawy na Kontynent, gdzie w końcu zginął przeszyty strzałą, jak wszyscy, którzy szukali śmierci.

Epilog

Brandon pokiwał głową z zadowoleniem. Żacy siedzieli i słuchali z otwartymi ustami. Jak zawsze.
Na tym kończy się historia Haralda, którego krwawe dziedzictwo pozostało z nami – w oddali zabrzmiał dzwon wieszczący koniec zajęć – czas nam się skończył, jednak mam dla was ostatnie zdanie podsumowujące. Przy czytaniu, czy słuchaniu, czyjejś historii musicie pamiętać, by ją skonfrontować z innymi źródłami, bo nigdy nie wiecie czy ktoś mówi prawdę. A co najważniejsze, historie piszą zwycięzcy, nigdy przegrani. Jeśli znajdziecie inne fakty, niż te, które wam przekażę, mówcie śmiało, chętnie podyskutuję.
Profesor lekko klasnął w dłonie i zszedł z mównicy, kończąc tym samym na dzisiaj zajęcia.

~ Veruis

4 odpowiedzi do “Historie Wiedźminverse – Harald Chromy #4

  1. Bardzo fajnie napisane. Ci do profesora Brandona, Czy jest on oficjalną postacią czy dziełem Veriusa? I skąd macie te cudne arty i mapy?

    1. Dzięki za dobre słowo 😉 Profesor Brandon z Oxenfurtu to postać stworzona na potrzeby podręcznika Witcher RPG Pondsmith&Pondsmith, przedstawiająca jednego z twórców, a dokładniej Lisę Pondsmith. Wszelkie arty i mapy, które zamieszczam na stronie, są dostępne w internecie, głównie na witcher.fandom.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *