Hen Ichaer

Omówienie talii z GWENT Open #4

Ostatni OPEN – w tym szalonym, pełnym życiowej (oraz e-sportowej) prowizorki – roku znalazł swojego zwycięzcę. Gratulacje dla naszego rodaka Pajabola za nienaganne skupienie, nerwy ze stali oraz niesamowite zagrania w kluczowych momentach, chapeau bas!

Wraz z emocjonującymi rozgrywkami, ósemka zawodników zaprezentowała trzydzieści dwie karciane kreacje, które miały im pomóc w odniesieniu ostatecznego tryumfu. Wszystkie frakcje, poza słabiutkim obecnie Nilgaardem, zostały nie dość, że godnie, to jeszcze różnorodnie zaprezentowane przez znaczną część uczestników.

Dystrybucja klas i liderów wskazuje na prawdopodobnie najbardziej różnorodną metę turniejową w historii. Żadna konkretna umiejętność nie została wybrana przez więcej niż połowę zawodników, co świadczy o bardzo zdrowym kompetytywnym środowisku. Pozytywnym zaskoczeniem jest skromna dominacja swarmu zakonników, który jako archetyp przez długi czas pozostawał w cieniu silników Passiflory czy wcześniej strategii opartych na nagrodach lub trybutach. Warto wyróżnić pomysłowość Magpie131 – nietuzinkowego zawodnika, zwycięzcy zeszłorocznego Challengera oraz finalisty omawianego turnieju – za spopularyzowanie talii z Cirillami i Keltullis, którą przebrnął przez kwalifikacje do owego Opena. Mołdawski karciarz wróci jeszcze później, gdyż okazał się największym innowatorem już na etapie samego deckbuildera. Natomiast teraz czas na frakcyjne omawianie, które rozpocznę od walecznej nacji nieustannie banowanej podczas trzeciego Opena.

Skellige

Można powiedzieć wielcy przegrani ostatnich kilku tygodni. Nadejście Pana Lusterko zapoczątkowało dominację Nowych Sił, by później, po drastycznym nerfie, wszyscy fani wyspiarzy przerzucili się na Ojcobójczą Furię, którą jeszcze później zdetronizował Gniew Morza; notabene też mocno osłabiony przez deweloperów w kolejnym miesiącu, zresztą wraz ze świeżo zmienionym Rębaczem An Craite. Można jedynie życzyć owej frakcji ponownego złapania wiatru w żagle, tylko do diaska niech to nie będzie szkwał, który znowu zmiecie pozostałości mety w niebyt!

Ku zaskoczeniu gawiedzi zebranej w internetowej karczmie, na Openie zobaczyliśmy kolejne iteracje wszechobecnych wojowników (z małym ekscytującym wyjątkiem). Bardzo solidny wariant zaprezentował Pajabol, który pokusił się o dodanie zarówno Gremisty, jako odpowiedź na obrońców oponentów, jak i świetnie współgrającego trio Obrońca Heymaey – Drakkar Dimun – Berserker Drummond. Dobrze znany szerokiej publiczności gwintowego światka – Demarcation, w swojej wersji wyrzucił proaktywny Totem Svalbloda na rzecz większej kontroli stołu w postaci Morkvarga Łupieżcy. Natomiast Magpie stanął gdzieś pomiędzy, porzucając dodatkowe oczyszczenie, zostając natomiast przy kontrolnym duecie Hjalmar – Morkvarg.

Lecz prawdziwą wisienką na skelligijskim torcie jest alchemiczno-druidzi eksperyment Wangida. Talia opierająca się w dużej mierze na scenariuszu oraz interakcji Kapłanów Svalbloda ze Smokożółwiem oraz obrońcą. Bardzo elastyczny wariant, gdyż silniki dają potencjał punktowy w długiej trzeciej rundzie, a Gedyneith jest znakomitym finisherem.

Potwory

Po ogromnej posusze, która nadeszła wraz z nerfem Koszmaru Iris, Potwory zdecydowanie wstały z kolan i już nie tylko Niepohamowany Głód trzyma je przy życiu (jest to bardziej skomplikowane założenie w przypadku mar wszelakich). Talia pod Skorupę, o której już wcześniej wspominałem, okazała się być wyborem turniejowym trójki uczestników. Wangid wraz z Graveshem wybrali ich zdaniem optymalny wariant, bo wariant samego twórcy – Magpie’a. Natomiast Kolemoen uciął jedną Cirillę, pozmieniał kilka brązów, ostatecznie dodając do całego miksu Opętanego D’ao.

Powracając znowu do mołdawskiego proplayera, z lekką nutą konsternacji, uwarzył on kolejnego potworka (perełkę?) specjalnie na ten turniej. Niepohowany Głód wraz Jennikiem, Biesami, Harpiami oraz Kejranem. Duża ilość „konsumentów” pozwala równiej rozprowadzić punkty po stole, unikając przesadnego narażania się na tall punish (taki był ogólny design lineupu Magpie’a). LeGoosha wraz Wastelinem niestety dosyć szybko pożegnali się z turniejem, za to ich bardziej klasyczne warianty pożerki spisały się całkiem nieźle w meczach ćwierćfinałowych; ciekawą inkluzją w obu taliach jest klasyczny Geralt, jako dodatkowy tall removal.

Królestwa Północy

U Nordlingów wyjątkowy renesans, bo aż trzy wariacje diametralnie różniące się w pilotażu. Popularna na ladderze Ściana Tarcz (zapraszam do mojego skromnego, debiutanckiego poradnika) została zaprezentowana w raczej konwencjonalnym stylu przez trójkę graczy. Kolemoen zdecydował się podmiankę Barona na Falibora oraz wrzucenie do talii Egmunda. Natomiast Gravesh zdecydował się na pozostaniu przy obu złotych kartach o wysokim koszcie prowizji, ukracając żywota Donimirowi, oczywiście tylko w jego wersji. LeGoosha zapewnił miejsca na polu bitwy protagoniście Wojny Krwi – Raynardowi Odo.

Jednym z ostatnich eksperymentów, czy też metowych odkryć, jest mocno kontrolna talia oparta na masie removalu oraz silnikach w postaci Keadweńskich Upiorów oraz Redańskich Łuczników. W tym miejscu muszę oddać mistrzowi, to co mistrzowskie, gdyż po raz kolejny Pajabol pokazał klasę zarówno w deckbuilderze, jak i przy pilotażu tej wymagającej wariacji. Wlastelin poszedł w nieco odmiennym kierunku, rezygnując z Filippy na rzecz Triss: Telikenezy oraz dodając Fregatę Kerack, jako dodatkowe źródło punktów i Wołcha, by mieć tanią odpowiedź na obrońcę przeciwnika. Natomiast Demarcation pozbawił Onejromancji miejsca w swojej talii, dorzucając Natalisa i Shealę, by wykorzystać zwolnione prowizje.

Na koniec kolejny „Magpile”, czyli reminiscencja dawnej chwały Foltesta oraz potęgi archetypu Niebieskich Pasów. Talia do tego stopnia przestraszyła oponentów Magpie’a, że w dwóch z trzech rozgrywek została zbanowana. Gameplan raczej standardowy – czyli „rozmnażanie” temerskich komandosów w pierwszej rundzie, by później wtasować ich z powrotem do naszego decku Pavettą. Ostatecznie w trzeciej rundzie Roche, a później Voyimir i Draug mają za zadanie wykończyć oponenta.

Scoia’tael

Kto by się spodziewał, że dożyjemy czasów, gdzie rdzeniem talii nieludzi będą karty neutralne. Stało się tak za sprawą uformowania się bardzo kontrolnej mety, oczywiście z kilkoma wyjątkami. Wraz z pojawieniem się Wszechboga oraz Onejromancji Precyzjne Uderzenie powróciło do łask graczy. Wszyscy zwodnicy oprócz Demarcation, który postawił na Zakazany Rytuał, wybrali wariant z Schirru, spodziewając się wysypu talii zapychających rzędy. Wersje Pajabola, Gravesha i LeGooshy różnią się jedynie brązami, w tym inkluzją Wołcha, posiadając identyczne zestawy złotych kart.

Kolejna trójka śmiałków wybrała proaktywny wariant frakcji nieludzi, optując za Darem Natury. Tutaj koncepcje graczy są nieco odmienne. Kolemoen z Wangidem postawili mniej więcej na ten sam zestaw kart, różniący się brakiem Figgisa w wersji Niemca, natomiast Chińczyk postanowił, że nie potrzebuje aż tylu tutorów, więc ominął Zew Lasu przy układaniu swojej kompozycji. Wlateslin natomiast dołożył jeszcze więcej kontroli stołu w postaci Gerlata z Rivii oraz Rozdarcia, jako odpowiedź na talię zakonników Syndykatu.

Turniejowy rodzynek Magpie, a jakże by inaczej, znowu pokusił się o kolejną innowację — powrót do długo niewidzianego na e-sportowej scenie swarmu elfów. Singletonowa wariacja wykorzystuje Radeyah, by aktywować dwa rozdziały scenariusza w jednej turze. Talia posiada ogromny potencjał punktowy, ale jest też całkiem podatna na bleed, przez co pilotowanie jej wymaga niemałego doświadczenia i ogrania trudniejszych matchupów.

Syndykat

Novigardzka frakcja również ma się bardzo dobrze, oferując graczom dwa całkowicie różne style gry. Mocno standardowy koncept to talia oparta na scenariuszu i potężnych silnikach takich jak Saul czy Imke. Dodatkowa ochrona Azara i spora elastyczność, ugruntowały miejsce Tajnego Składu w obecnej mecie. Paja w swojej iteracji owego konceptu, sięgnął po dodatkową ochronę obrońcy. Zasilił również zestaw trucizn o Maraala, dodając do miksu Jacquesa, jako finishera, na krótką trzecią rundę. Demarcation w miejsce de Aldersberga rozdystrybuował prowizje na Adriano oraz Von Hersta – kolejne dwa silniki. Kolemoen natomiast sięgnął po Wściekłego Zmutowanego Psa oraz Kanalarzy, jako dodatkowe odchudzenie talii.

Nikt się nie spodziewał wielkiej novigardzkiej inkwizycji, a oni po cichu wdarli się jako nieoczekiwany potentat. Niestety talię w pełnej krasie i okazałości mogliśmy oglądać zaledwie trzykrotnie (bany), nie przeszkodziło to jednak w dostrzeżeniu jej siły oraz ogromnego potencjału punktowego. Z czterech wariantów tylko talia Wangida znacząco się różni za sprawą Cyny, natomiast Gravesh, LeGoosha i Wlastelin zdecydowali się na sprawdzony miks zbrodni i wzmacniania zapychanych rzędów oraz uwolnienie pełnego potencjału Wielkiego Mistrza Zakonu Płonącej Róży —  Jakuba de Aldersberga.

Podsumowanie

Cóż to był za turniej! Jako widzowie utonęliśmy w morzu różnorodności i emocji. Na koniec dorzucę kilka ciekawych faktów, które mogą wzbudzić lekkie zdziwienie. Dar Natury (2-0) oraz Niebieskie pasy (1-0) miały 100% skuteczności, natomiast na drugim biegunie znajduje się Keltullis i spółka (0-4). Syndykat zdominował rozgrywki z win ratio na poziomie 66% (6-3). Precyzyjne uderzenie (4-6) i Ściana Tarcz (2-3) poniżej 50% natomiast wojownicy Skellige osiągnęli połowę skuteczności (6-6). Proaktywne talie pokazują swoją skuteczność po raz kolejny —  Niepohamowany Głód dał graczom 80% zwycięstw (4-1). Na sam koniec pozostawiam Was ze statystyką banów, która pokazuje jak świetna i zróżnicowana jest obecna meta.

~Piotrasz

PS.
Koniecznie zerknijcie na nasze profile na Facebooku i Twitterze, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście! Ponadto zapraszamy na naszą partnerską grupę na Facebooku oraz kanał na Discordzie – GWINT Polska!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *